14 marca 2018

Odkrywam kamiennogórską księgę – cz. IV – AKCENTY POLSKIE, ŚLĄSKIE I KARKONOSKIE

Niezwykłe, barokowe dzieło kamiennogórskiego aptekarza aż kipi ciekawymi kontekstami. Kolejną część poznawania „Gründliche Beschreibung fremder Materialien und Specereyen Ursprung” poświęcimy... najbardziej regionalnym i swojskim wątkom. Będzie m.in. o superroślinie z Karkonoszy, kamieniołomie w Kamiennej Górze, soli z Wieliczki, bursztynie z Gdańska, daktylach pierwszego polskiego egiptologa oraz tolerancyjnym Lesznie. 


* Pierwsza część, dotycząca CZEKOLADY – TUTAJ
** część dotycząca JEDNOROŻCÓW – TUTAJ 
*** część dotycząca POMARAŃCZY, TYTONIU I MUMII – TUTAJ 

W 4. części tego autorskiego opracowania zapoznamy się z kolejną porcją ciekawostek prosto z barokowego starodruku. Książka opublikowana przez kamiennogórskiego aptekarza bez mała 350 lat temu ma kilka interesujących śladów polskich i śląskich. Warto się im przyjrzeć!


(karta tytułowa rozdziału o minerałach z dzieła Vielheuera) *

Kilka słów przypomnienia
Wracamy do tego, z czym w ogóle mamy do czynienia. „Gründliche Beschreibung fremder Materialien und Specereyen Ursprung...” jest ciekawą pamiątką minionych czasów. Pełny tytuł dzieła to iście barokowa finezja składająca się z około 30 słów na okładce i ponad 60, w pełnej wersji, na karcie tytułowej! Na prośbę czytelników i dzięki pomocy specjalistów germanistów przedstawiam jego pełną tłumaczoną wersję! Oto ona:

"Gruntowny opis rzadkich substancji i przypraw. Proweniencja, wzrost, pochodzenie i ich natura i właściwości: jak również, której planecie każda z nich podlega, do tego różne uwagi, co ten czy inny olej destylowany czy ekstrahowany daje, wraz z przedziwnymi rzeczami historycznej natury, starannie zebrane od uczonych i wiarygodnych autorów, podzielone na trzy części, pierwsza traktuje o metalach i minerałach etc., druga o ziołach, korzeniach i kwiatach etc., trzecia część o zwierzętach i co od nich pochodzi. Dla wszystkich miłośników medykamentów dla dobra zebrane i do druku przekazane przez Christopera Vielheuera


(pełna karta tytułowa dzieła) *

Autor dzieła, aptekarz z Landeshut, Christoph Vielheuer, opublikował swoje kompendium w Lipsku w wydawnictwie Johanna Fritzschego w 1676 roku. Na ponad 200 kartach księgi opisuje znane i używane w jego czasach specyfiki lecznicze pochodzenia roślinnego, zwierzęcego i mineralnego. Bogate i cenne opisy, świadczą nie tylko o ogromnej wiedzy autora, ale i jego erudycji. Całość uzupełniają niezwykłe drzeworyty, które przedstawiają miejscowe i egzotyczne gatunki roślin oraz zwierząt, a także scenki rodzajowe z odległych krain. Specjaliści z zakresu historii farmacji w Niemczech, Austrii, we Francji, a także w USA podkreślają niezwykłość i unikatowość tej pionierskiej księgi. Ma ona też ogromną wartość dla kolekcjonerów antyków i wszelkiej maści antykwariuszy czy bibliofilów.



Nie tylko tropiki 
Vielheuer na każdym kroku podkreśla, że jego książka opisuje w dużej mierze mało znane i tajemnicze zagraniczne specyfiki z odległych krain i całego świata („totus Orbis terrarum”), wliczając w to Azję, Afrykę i Amerykę (bo Australii jeszcze nie znano). Nie zapomina jednak o tym, co cenne na jego własnym podwórku. Stąd kilka razy można znaleźć słowa „Śląsk” czy „śląski”. W rozdziale poświęconym metalom i minerałom natrafiamy na wspomnienie Śląska przy opisie złota. Nic w tym dziwnego, przecież ta część Europy znana była z wydobycia szlachetnego kruszcu już od średniowiecza.

(czy ta rycina z XVII wieku przedstawia właśnie wydobycie złota lub kamieni szlachetnych w Sudetach?) 

Kolejną ciekawostką jest też minerał karneol. Kamień zwany krwawnikiem występuje w Egipcie, Arabii Saudyjskiej czy w Indiach. Ale nie tylko. Znanym miejscem, gdzie natrafia się na jego ślady, jest też... Kamienna Góra, gdzie autor podręcznika pracował jako aptekarz od 1664 roku.




Karneole z Kamiennej Góry/ kolekcja p. Witolda Fałdzińskiego ***


Karneol występuje często w złożach melafiru. Pozostałość po historycznej kopalni, z odnotowanymi przypadkami odkrycia karneolu, znajduje się na zboczu góry Łysina przy drodze z Kamiennej Góry do Krzeszowa tuż przed Czadrowem. Informację na ten temat znajdujemy m.in. w opracowaniu Ministerstwa Środowiska „Kamieniołom melafirów w Kamiennej Górze” (www.mos.gov.pl). Autorzy zwracają uwagę, że „obiekt ma unikatową wartość w skali Polski”. Czy to możliwe, że Vielheuer natrafił na krwawniki właśnie w kotlinie kamiennogórskiej? Na kartach jego książki pojawia się jeszcze jeden minerał związany z okolicami. To hiacynt. Aptekarz także wspomina o jego śląskich złożach. Naukowcy dziś mówią, że można go odnaleźć w aluwiach rzeki Izery i jej dopływów.
Teraz kolej na rośliny! I to nie byle jakie. Różeniec górski w dziele mistrza pojawia się pod starą nazwą „Rhodia Radix”. Dziś nastąpił wielki renesans tego zioła. Nazywa się go „złotym korzeniem”, „korzeniem pachnącym różą”, „laską Aarona” czy „rodzimym żeń-szeniem”. Na każdym kroku podkreśla się jego niezwykłą moc, czyniącą z niego kolejne modne „superfood”. W Polsce występuje wyłącznie w Sudetach i Karpatach, zwykle na terenie parków narodowych, w tym Karkonoskiego Parku Narodowego. (Ciekawy rozdział o tej roślinie znajdziemy na stronie "Medycyna dawna i współczesna" dra H. Różańskiego).
Kolejną ciekawostką jest marzana barwierska, która również zagościła w książce Vielheuera. Ta roślina od wieków słynie jako źródło barwnika używanego przez farbiarzy tkanin. Ziele nadawało czerwony kolor (dzięki zawartości związku chemicznego zwanego czerwienią alizarynową). Dolny Śląsk był w czasach baroku europejskim centrum dystrybucji marzany. Zwykło się nawet mówić o „śląskiej czerwieni”. Vielheuer podkreślił znaczenie Wrocławia w handlu rośliną. Na pewno był naocznym świadkiem tego procesu, bowiem praktykował w aptece „Pod złotym jeleniem” Jeremiasa Schöpsa na samym rynku Wrocławia (apteka działa po dziś, tak samo jak stara apteka miejska na kamiennogórskim rynku, w której pracował Vielheuer!).


(historyczne barwniki na wystawie „Tradycyjne techniki zdobienia tkanin” w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze. Wśród słojów jest też marzana). 


Polonica w niemieckim dziele 
W książce Vielheuera trafiają się też ciekawe konteksty polskie. Zanim jednak będzie o tym, co naukowego w omawianym starodruku, kilka słów o autorze, bo i tu mamy polski wątek. W autobiograficznym wstępie do swojego dzieła autor zwraca uwagę, że naukę aptekarstwa zaczął w mieście „Polnischen Lissau”. To nic innego jak obecne... Leszno. Wówczas ważny ośrodek u szczytu rozwoju. Czytamy m.in., że „XVII-wieczne Leszno było największym w Wielkopolsce ośrodkiem drukarstwa, związanym z działalnością miejscowych ewangelików (wśród których przeważali uchodźcy z pobliskiego Śląska)” (Wikipedia). Dopiero ponad 150 lat później miasto zostało wcielone do Niemiec (a w zasadzie Prus) po II rozbiorze Polski. Wcześniej było ostoją tolerancji i nauki. Właśnie tu mamy też związek z rodziną Vielheuera. On sam w autobiograficznym rysie daje pewne ślady. O niejakim Davidzie Jacobim pisze jako o swoim kuzynie. Polscy badacze wysnuli zatem, że Elias Jacobi, u którego praktykował młody Vielheuer, był jego wujem (za: „Studia i materiały z dziejów nauki polskiej: Historia nauk biologicznych i medycznych”). Są to jedynie strzępki informacji. Wiadomo jednak, że naukowych szlifów aptekarz nabierał w multikulturowym polskim mieście. Również Witold Włodzimierz Głowacki w tekście „Leszczyńskie druki z XVII w. o stosowaniu paru leków” pisze o krewnym aptekarza z Kamiennej Góry „uchodźca religijny z Moraw - aptekarz Elias Jacobi z rodziną”. W Lesznie Vielheuer praktykował w latach 1644-46. Miał wówczas około 18-21 lat (z wyliczeń W.H. Heina).

Pora na kilka wątków z zasadniczej części książki. Na pierwszy rzut znów skały. Bardzo skrótowo. W dziele pojawia się m.in. opisana sól kamienna (Sal Gemmae). Autor zaznacza, że pochodzi ona m.in. z polskiego Krakowa („Polen von Crakau”). Z kolei miejscem wydobywania bursztynu (Succinum album & Citrinum) jest Gdańsk (Danzig).

Na dłużej zatrzymamy się przy egzotycznym, a jednocześnie polskim wątku. Pora na bakalie! Była już mowa, że Vielheuer popisuje się na każdym kroku swoją wielką erudycją i oczytaniem. Sypie anegdotami i cytatami. Zaznacza w źródłach swoich wielkich poprzedników, budując na ich sławie powagę i zacność swojego dzieła. W indeksie cytowanych autorów z jego księgi znajdujemy, obok Homera, Hipokratesa, Galena czy Avicenny, m.in. swojsko brzmiące nazwisko „Nicolaus Radzeviel”.


To nikt inny jak Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka” zwany pierwszym polskim egiptologiem (za www.wilanow-palac.pl). Postać niezwykła. Szlachcic i ważny polityk odbył podróż do Ziemi Świętej i na Bliski Wschód , co też opisał. Jego wspomnienia „Peregrynacja abo pielgrzymowanie do Ziemi Świętej” ukazały się po łacinie (jako „Ierosolymitana peregrinatio”), ale też w językach narodowych Europy (oczywiście również po polsku). Było również - i to za życia autora – wydanie po niemiecku jako „Jüngst geschehene Hierosolymitanische Reyse und Wegfahrt des Nicolai Christophori Radzivili”. Dzieło marszałka litewskiego i wojewody wileńskiego (a także cenionego podróżnika i pamiętnikarza) – jego niezwykły renesansowy diariusz - było czytane i komentowane. Nic zatem dziwnego, że wspomina je też Vielhevuer (jego książka ukazała się już dziesiątki lat po śmierci polskiego magnata-orientalisty). W „Gruntownym opisie rzadkich substancji i przypraw” aptekarz przytacza Radziwiłła w rozdziale poświęconym daktylom.
W książce polskiego podróżnika natrafiamy m.in. na takie zdanie dotyczące tego pysznego przysmaku orientu „Ludzie, którzy mieszkają w Arabii pustej, nigdy nie jedzą chleba ani mięsa, ale tylko daktylami się karmią” (cytat za: "M. K. Radziwiłła Pielgrzymka do Ziemi Świętéj. Tłómaczona przez A. Wargockiego” 1847).



(karta niemieckiego wydania dzieła Radziwiłła, na które powołuje się Vielheuer) **


* Ilustracje z książki Vielheuera pochodzą z: egzemplarza książki, której posiadaczem był wybitny badacz historii farmacji oraz kolekcjoner cymeliów Helmut Vester. Książkę w wersji dygitalizowanej udostępniła biblioteka w Düsseldorfie.
**  Ilustracja okładki „Jüngst geschehene Hierosolymitanische Reyse vnd Wegfahrt...” za sbc.org.pl
*** Mam niezwykłą możliwość pokazania zdjęć karneoli z kamieniołomu w Kamiennej Górze, które znajdują się w kolekcji Pana Witolda Fałdzińskiego, uznanego i utytułowanego badacza oraz kolekcjonera minerałów z Kamiennej Góry. Na moją prośbę Pan Witold udostępnił mi do sfotografowania kilka okazów wspomnianych minerałów, które odkrył w unikatowym kamieniołomie obok Czadrówka. Kamienie te wspomina w swojej książce Vielheuer, pisząc o karkonoskich złożach tego czerwonego chalcedonu. Od kamiennogórskiego kolekcjonera dowiedziałem się też, że piękne minerały z Kamiennej Góry są ozdobą korony, którą 20 lat temu została ukoronowana cudowna ikona Matki Bożej Łaskawej z Krzeszowa.

Więcej ciekawostek wkrótce!

będzie m.in. o tym, co z książki barokowego farmaceuty znajdziemy dziś w drogerii i aptece i dlaczego tak ważne było, że opisał to po swojemu. 


UWAGA
*******Powyższy tekst stanowi własny i autorski opis badań i poszukiwań autora nn. bloga! ******* 




------------------------

polub na FB!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz