Zapraszam na spacer po sudeckiej łące skąpanej w blasku letniego słońca.
Postanowiłem zapisać spacer w formie zdjęć i towarzyszącego im wiersza. Ponieważ ostatnio pracuję dużo ze sztuczną inteligencją, ten post traktuję jako wyzwanie ćwiczenia osobistej kreatywności i ćwiczenie wrażliwości. Będzie mi miło, jeżeli przypadnie Wam do gustu. Pozdrawiam.
Z SUDECKIEJ ŁĄKI
W wzburzoną falę łąki
wpływam z wiatrem,
skąpany letnim pejzażem.
Przytulia pieni się u stóp
piaszczyście drobnym kwieciem.
Tam - ciężkie kłosy traw biją
o skalne rudery miedzy.
Jakubek! wita się złotem,
lekko tańcując z wrotyczem.
Tuż za tym lipcowym balem
brzęczy uczta owadziej zgrai.
Rozgrzana słońcem skarpa
woła żmijowcem nakryta obficie.
Roją się w wirach modraszki,
morfeusze, miodne pszczoły,
łakome trzmiele i kapustniki.
Pijane kwieciem skrzydlate rusałki
zatraciły się w tym modrym bufecie.
Niczym kandelabry wyborne
dziewanny prężą bursztynowe pędy.
Obok goździk promienieje
niby cenny koral z głębiny,
ponad nim różany oset mruga
pawim oczkiem płochliwym.
Staję, rażony piorunem
rdzawej szczawiowej czerwieni.
Chwilę chłonę oszołomiony,
tę wizję sudeckiej toni.
Już woła mnie maryjna lnica
pyszczkami miodowymi.
Przystaję, by się przywitać,
z kociętami tej lwiej rodziny.
A tam – zatopiony w polu
dzwon błękitny. Milczy.
I pnie się wyka ślepo,
choć za nią przepaść skarpy.
Oto migoce ławica spojrzeń
czeredy dzikich margaretek.
Zdają się wołać – ja, to ja! -
jestem ta najpiękniejsza, spójrz!
Lecz kto inny skrada uwagę,
niczym spóźniona panna młoda.
Kloszem białej sukni frywolny
powój w uścisku z pokrzywą!
W oddali kipi neonem fioletu
wierzbówka w korowodzie wyniosłym.
A przy parkanie suchych cierni
baldaszki w słońce wpatrzone.
Im bardziej zachwycone blaskiem,
tym bledsze. Nie dla nich rumiane lica!
Kiedy wzrok podąża za tymi cudami,
nos wyczuwa nowego gościa.
Marcepanowe aromaty kołyszą się
wprost z koziej bródki z mokradła.
Tam znów boże baranki krwiściągu
zaprosiły motyle na sjestę leniwą.
Nie zbudzi ich swawolne kołysanie
Zefira skorego do zabawy.
Zamyślony stąpam wśród drobnej rafy
macierzej duszki. Nie omieszkam
schylić się po ten wonny klejnot!
Rozgrzany żwir chrzęści pod palcami,
gdy ocieram policzki o korzenne nuty.
Wywiodły mnie w pole, skarby lata.
Łąka bujna i gościnna kupiła zmysły
drogerią zapachów i smaków ziela,
orkiestrą świerszczy i trzmieli.
Prowadź mnie, tam, gdzie staję
sam z tobą, z głową w chmurach,
dotknięty wiatrem, poniesiony chwilą.
****
polecam również:
*****












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz