Translate

14 lipca 2026

Z SUDECKIEJ ŁĄKI [wiersz i zdjęcia]


Zapraszam na spacer po sudeckiej łące skąpanej w blasku letniego słońca. 

Postanowiłem zapisać spacer w formie zdjęć i towarzyszącego im wiersza. Ponieważ ostatnio pracuję dużo ze sztuczną inteligencją, ten post traktuję jako wyzwanie ćwiczenia osobistej kreatywności i ćwiczenie wrażliwości. Będzie mi miło, jeżeli przypadnie Wam do gustu. Pozdrawiam. 



Z SUDECKIEJ ŁĄKI 

W wzburzoną falę łąki 
wpływam z wiatrem, 
skąpany letnim pejzażem.
Przytulia pieni się u stóp 
piaszczyście drobnym kwieciem. 
Tam - ciężkie kłosy traw biją 
o skalne rudery miedzy. 
Jakubek! wita się złotem, 
lekko tańcując z wrotyczem.
Tuż za tym lipcowym balem
brzęczy uczta owadziej zgrai. 
Rozgrzana słońcem skarpa 
woła żmijowcem nakryta obficie. 
Roją się w wirach modraszki, 
morfeusze, miodne pszczoły, 
łakome trzmiele i kapustniki. 
Pijane kwieciem skrzydlate rusałki 
zatraciły się w tym modrym bufecie. 
Niczym kandelabry wyborne 
dziewanny prężą bursztynowe pędy. 
Obok goździk promienieje 
niby cenny koral z głębiny, 
ponad nim różany oset mruga 
pawim oczkiem płochliwym. 
Staję, rażony piorunem 
rdzawej szczawiowej czerwieni.
Chwilę chłonę oszołomiony, 
tę wizję sudeckiej toni. 
Już woła mnie maryjna lnica
pyszczkami miodowymi. 
Przystaję, by się przywitać, 
z kociętami tej lwiej rodziny. 






A tam – zatopiony w polu 
dzwon błękitny. Milczy. 
I pnie się wyka ślepo, 
choć za nią przepaść skarpy. 
Oto migoce ławica spojrzeń 
czeredy dzikich margaretek. 
Zdają się wołać – ja, to ja! - 
jestem ta najpiękniejsza, spójrz! 
Lecz kto inny skrada uwagę, 
niczym spóźniona panna młoda. 
Kloszem białej sukni frywolny 
powój w uścisku z pokrzywą!
W oddali kipi neonem fioletu 
wierzbówka w korowodzie wyniosłym. 
A przy parkanie suchych cierni 
baldaszki w słońce wpatrzone. 
Im bardziej zachwycone blaskiem, 
tym bledsze. Nie dla nich rumiane lica! 
Kiedy wzrok podąża za tymi cudami, 
nos wyczuwa nowego gościa. 
Marcepanowe aromaty kołyszą się
wprost z koziej bródki z mokradła. 






Tam znów boże baranki krwiściągu 
zaprosiły  motyle na sjestę leniwą.
Nie zbudzi ich swawolne kołysanie 
Zefira skorego do zabawy. 
Zamyślony stąpam wśród drobnej rafy 
macierzej duszki. Nie omieszkam
schylić się po ten wonny klejnot! 
Rozgrzany żwir chrzęści pod palcami, 
gdy ocieram policzki o korzenne nuty. 
Wywiodły mnie w pole, skarby lata. 
Łąka bujna i gościnna kupiła zmysły 
drogerią zapachów i smaków ziela, 
orkiestrą świerszczy i trzmieli.  
Prowadź mnie, tam, gdzie staję 
sam z tobą, z głową w chmurach, 
dotknięty wiatrem, poniesiony chwilą. 

****






polecam również:



*****

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz