Nazwiska, jak Stanisław Przybyszewski, Rudolf Steiner, Ferenc Liszt czy Wilhelm Furtwängler zwykle są bardziej lub mniej znane w powszechnym obiegu. A co z Conradem Ansorgem? Tu zaczyna się problem. A jeszcze sto lat temu ten Dolnoślązak był znanym na kilku kontynentach artystą o ciekawych koneksjach. Wspomniany tajemniczy muzyk przyszedł na świat w Bukówce koło Lubawki. Dziś ta wieś kojarzy się głównie z pobliskim jeziorem. Tymczasem pochodził z niej artysta, który grał w domu Wagnera, zachwycał w Ameryce, uczył jednego z dyrygentów wszech czasów i sam był uczniem wirtuoza wszech czasów. Do tego zapisał się w historii jako twórca pieśni do słów słynnego polskiego dekadenta.
Rok 1886 był dla Ansorgego przełomowy. Zmarł jego nauczyciel – Liszt, przyjaciel i rywal
Chopina z czasów młodości. Na świat z kolei przyszedł jego przyszły uczeń - Furtwängler, kontrowersyjny mistrz batuty. 24-letni Conrad, żegnając zmarłego nagle podczas festiwalu w Bayreuth geniusza fortepianu, nie przypuszczał zapewne, jak potoczą się jego własne artystyczne losy.